Wyrok
 
[Artykuł ukazał sie we wrześniu 2002 roku w gazecie internetowej Korespondent.pl]

 

       Jednym z najsilniej dyskutowanych tematów ostatnich tygodni w Izraelu był proces sądowy trojga krewnych palestyńskich terrorystów, rozpatrujący zgodność z prawem ich wysiedlenia ich z terenów Zachodniego Brzegu. Równolegle z dysputą prawną rozgorzała debata nad słusznością stosowania odpowiedzialności zbiorowej i deportacji, zabronionych w świetle postanowień Konwencji Genewskiej. Dyskusja wykroczyła nawet poza granice Izraela, angażując polityków i przedstawicieli organizacji chroniących prawa człowieka na całym świecie. W końcu we wtorek, trzeciego września Sąd Najwyższy Izraela, w poszerzonym - ze względu na wagę sprawy - 11-osobowym składzie wydał wyrok. Zezwolono na dwuletnie przesiedlenie dwojga oskarżonych z Zachodniego Brzegu do Strefy Gazy. Wobec trzeciej osoby zdecydowano nie podejmować takich kroków. Wyrok sądu rozpalił na nowo emocje.

Wina i kara

       Palestyńskie władze oskarżyły Izrael o popełnienie zbrodni wojennych. W odróżnieniu od Sądu Najwyższego Palestyńczycy swój wyrok wydali bardzo szybko i w niezmiernie chwytliwej dla zachodnich mediów formie. Przyjrzyjmy się jednak tej sprawie bliżej. Czy naprawdę Izrael powinien już obawiać się ścigania przez haski trybunał?
       Na ławie oskarżonych zasiadły trzy osoby. Intissar i Kifah Ajouri - ich brat Ali nadzorował kilkanaście samobójczych ataków, w których zabito i raniono dziesiątki ofiar - oraz Abdel Nasser Asidi, brat innego zamachowca - mordercy 19 Izraelczyków w dwóch zasadzkach na Zachodnim Brzegu.
       Pierwszej dwójce - wyrokiem sądu skazanej na wysiedlenie - udowodniono czynny udział w terrorystycznych praktykach brata. Przede wszystkim wiedzieli oni o planowanych atakach i nie zrobili nic, aby je udaremnić. Co więcej ukrywali poszukiwanego Alego, pomagali mu przenosząc materiały wybuchowe, a siostra Intissar uczestniczyła nawet w bezpośrednim przygotowaniu bomby przed jednym z zamachów. W świetle tych faktów sąd uznał za uzasadnioną decyzję o wysiedleniu.

       Czy można w tym przypadku mówić o "zbrodni wojennej"? Nie sądzę, aby w ogóle określenie wyroku Sądu Najwyższego mianem "aktu zbiorowej odpowiedzialności" było uprawnione. Intissar i Kifah Ajouri dopuścili się najzwyklejszego współudziału w przestępstwie. Nie muszę dodawać, że przestępstwie najcięższym - masowym i powtarzalnym morderstwie z premedytacją, przeprowadzonym z najwyższym okrucieństwem. Przesiedlenie do Strefy Gazy w celu uniemożliwienia dalszych działań tego typu jest najniższym wymiarem kary - kary, którą bezwzględnie należało wobec nich zastosować. Za pomocnictwo i ukrywanie mordercy mogli zostać skazani nawet na długoletnie więzienie. Nijak zarzuty mają się również w obliczu finału sprawy trzeciego oskarżonego, Abdela Nassera Asidi. Ponieważ nie udowodniono mu żadnych powiązań z przestępczą działalnością brata, jego deportacja została zablokowana.

Czy naprawdę zbrodnia?

       W świetle tych faktów nie potrafię zrozumieć, dlaczego powyższemu wyrokowi Władze Palestyńskie nadały miano "zbrodni wojennej"? Wydaję mi się, że chodziło tu o osiągnięcie efektu medialnego. Operując wyłącznie hasłami można skutecznie zaciemnić prawdę. Ukaranie rodzin przestępców - odpowiedzialność zbiorowa - złamanie Konwencji Genewskiej. Proste? Na tyle proste i przekonujące, że dopiero dokładniejsza analiza okoliczności (podobna przedstawionej we wcześniejszych akapitach) wykazuje błędność takiego toku rozumowania.
       W opisywanej sprawie nie może także być mowy o, zakazanej prawem międzynarodowym, deportacji, co także pojawiało się w zarzutach strony palestyńskiej. W Konwencji Genewskiej występuje rozróżnienie między "deportacją", wyraˇnie zabronioną przez Art. 49, a "relokacją" - regulowaną Art. 78 i dopuszczalną przy spełnieniu odpowiednich warunków. Jako "relokację" rozumie się przesiedlenie ludności w obrębie jednego terytorium, kontrolowanego przez jedną władzę. Zachodni Brzeg i Strefa Gazy zostały przez prowadzących proces sędziów, pod przewodnictwem sędziego Elyachu Mazza, uznane jednym terytorium.

Bez białych rękawiczek

       W najbliższej przyszłości możemy jeszcze usłyszeć w wiadomościach z Izraela o postępowaniu na granicy postanowień międzynarodowych konwencji, o naginaniu praw człowieka. Niewątpliwie zbulwersuje to część społeczności światowej. Ale musimy przy tym pamiętać, że w Izraelu nie toczy się zwyczajna wojna, w której stają naprzeciwko siebie dwie armie i walczą do zwycięstwa.
       Tel-Aviv ma do czynienia z przeciwnikiem, który ostrze swoich ataków kieruje przeciwko ludności cywilnej, który nie stosuje się do żadnych konwencji i użyje wszystkich dostępnych środków, żeby zadać jak największe straty. Palestyńscy terroryści nie mają najmniejszych skrupułów. Ukrywają się w gęsto zaludnionych dzielnicach, narażając pobratymców na przypadkową śmierć od kul dla siebie przeznaczonych. Nie selekcjonują wrogów - każdy Izraelczyk jest dobrą ofiarą. Nie przejmują się tym, że używanej przez nich broni zabrania prawo międzynarodowe.
       Według mnie wroga stosującego takie metody nie sposób pokonać "w białych rękawiczkach". Niekiedy może zaistnieć konieczność radykalnych posunięć. Pomimo tego, że wzbudzają protesty w społeczeństwach zachodnich, wysoko ceniących prawa obywatelskie i wolności osobiste. Paradoksalnie jednak takie posunięcia prowadzą do normalizacji sytuacji, o czym świadczy choćby już prawie miesięczna przerwa w zamachach bombowych, rezultat nieustępliwości Izraela w ściganiu palestyńskich bojówkarzy. A naturalnym następstwem osiągnięcia całkowitej normalizacji będzie pełne przestrzeganie praw człowieka oraz rozwój swobód obywatelskich.

Piotr Kulma