Kogo wybierze Izrael
 
[Artykuł ukazał sie w grudniu 2002 roku w gazecie internetowej Korespondent.pl]

 

       28 stycznia 2003 w przedterminowych wyborach parlamentarnych Izraelczycy zdecydują, jakiej stanowiska oczekują od swoich władz w procesie pokojowym. Czy spodziewają się ustępstw i kompromisu, czy też preferują politykę "twardej ręki". Odpowiedzią na to pytanie będzie wybór między dwoma byłymi generałami - Arielem Szaronem i Amramem Mitzną.

Poszukiwanie złotego środka

       W Izraelu funkcjonuje powiedzenie: "gdzie dwóch Żydów tam, trzy opinie." Swoje odbicie znajduje ono najpełniej w izraelskiej polityce. Trudno znaleˇć na świecie równie rozdrobniony i skłócony parlament, jak obradujący w Tel Avivie Knesset. Nie sposób się temu jednak dziwić, skoro próg poparcia wyborczego, który partia musi przekroczyć aby uzyskać reprezentację w parlamencie, wynosi tylko 1,5%.
       Z jednej strony stanowi to wyraz troski twórców nowożytnego Państwa Żydowskiego o zapewnienie wszystkim grupom społecznym możliwość wyrażania swych poglądów. Przez stulecia, żyjąc w diasporze, Żydzi z reguły pozbawieni byli wpływu na sytuację polityczną krajów, w których mieszkali. Dlatego, gdy w końcu powstało Państwo Żydowskie, niemoralnym wydawało się jakiekolwiek ograniczenie prawa do publicznego wyrażania poglądów. Pewien udział miało w tym również przeniesienie polskich wzorców "złotej wolności". Nie wolno bowiem zapominać, że 61 z pośród 120 deputowanych zasiadających w pierwszym Knessecie urodziło się i wychowało w Polsce.
       Z drugiej jednak strony tak niski "próg wejścia" rodzi sytuację, gdy w Knessecie reprezentowanych jest kilkanaście ugrupowań, od lewicowej Partii Pracy, po skrajnie prawicowe partie religijne. Rozdrobnienie głosów prowadzi z kolei do konieczności ciągłego poszukiwania większości parlamentarnej dla rządzącego gabinetu.

Od jedności do upadku

       W ostatniej, trwającej jeszcze, kadencji udało się uzyskać taką większość przez utworzenie rządu jedności narodowej, w skład którego weszli przedstawiciele Likudu i Partii Pracy, a deputowani tych ugrupowań stworzyli stabilną większość w Knessecie. Dało to Izraelowi ponad dwa lata politycznego spokoju, tak potrzebnego w obliczu nieustającego zagrożenia ze stron palestyńskich organizacji terrorystycznych. Jednak zasadnicze różnice programowe (przypomnijmy, że Partia Pracy to ugrupowanie zdecydowanie lewicowe, podczas gdy Likud głosi hasła prawicowe) musiały doprowadzić i doprowadziły jesienią 2002 do rozłamu rządowego.
       Gwoˇdziem do trumny istnienia wspólnego gabinet stał się budżet na rok 2003. Partia Pracy zażądała zmniejszenia wydatków na żydowskie osadnictwo na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy i przesunięcia uwolnionych w ten sposób środków do pomocy społecznej. Labourzyści chcieli w ten sposób wspomóc zubożałych Izraelczyków, których najmocniej dotknął kryzys gospodarczy wywołany przeciągającą się wojną. Gdy Szaron sprzeciwił się temu, Partia Pracy - na czele z pełniącym wtedy funkcję ministra obrony narodowej Bieniaminem Ben-Eliezerem - opuściła gabinet i prorządową koalicję.
       Szaronowi udało się ostatecznie uchwalić budżet w pierwotnym kształcie dzięki pomocy skrajnej prawicy. Jednak na dłuższą metę nie mógł na tych siłach politycznych opierać poparcia dla rządu, gdyż wymagałoby to dalszego zaostrzenia polityki wobec Autonomii Palestyńskiej (skrajna prawica izraelska nie dopuszcza istnienia Państwa Palestyńskiego w żadnej formie). Takiego stanowiska nie zaakceptowałyby bowiem Stany Zjednoczone - najpotężniejszy sojusznik Izraela, z którego zdaniem Państwo Żydowskie musi się zawsze liczyć. Dlatego jedynym rozwiązaniem, jakie mógł wybrać Szaron, było ogłoszenie przedterminowych wyborów, co też się stało. Termin głosowania wyznaczono na 28 stycznia 2003r.

Nowe rozdanie

       Co ciekawe, po raz pierwszy będą to wybory wyłącznie parlamentarne. Do tej pory zawsze równolegle przeprowadzano bezpośredni wybór premiera. Teraz, po wyborach, prezydent powierzy misję tworzenia rządu przywódcy największego ugrupowania w nowowybranym Knessecie.
       Decyzja o rozpisaniu przedterminowych wyborów oznaczała dla Szarona, że jeszcze przed głosowaniem powszechnym będzie musiał zmierzyć się z Beniaminem Netaniahu w walce o przywództwo partii Likud. Netaniahu poszukiwał poparcia pośród partyjnych radykałów, głosząc konieczność wydalenie Yasera Arafata i odrzucając możliwość utworzenia kiedykolwiek niezależnej Palestyny. W porównaniu z tym stanowiskiem Szaron zachowywał bardziej umiarkowane poglądy, które okazały się bliższe większości wyborców Likudu. Dali temu wyraz w partyjnych prawyborach, gdzie Szaron uzyskał 55% głosów, a Netaniahu tylko 40%.
       O nowym-starym przywódcy mówi się, że "ma grubą skórę, ale równocześnie jest z tego dumny". Nie obchodzi go, kto go kocha a kto nienawidzi, co odnosi się zarówno do Arabów jak i Izraelczyków. 74-letni Szaron był już w swoim życiu generałem izraelskiej armii, członkiem parlamentu, ministrem (sześciokrotnie), a ostatnio premierem. W czasie "przedprawyborczej" kampanii deklarował gotowość zawarcia pokoju z Arabami, ale nigdy w obliczu gróˇb z ich strony.
       Najsilniejszym przeciwnikiem Likudu w styczniowych wyborach będzie Partia Pracy. Na jej czele stoi Amram Mitzna, były generał i burmistrz Hajfy, który w prawyborach pokonał poprzedniego przewodniczącego Beniamina Ben-Eliezera, byłego ministra obrony w rządzie Szarona. Uważa się, że Ben-Elizer przegrał wyścig o fotel lidera, ponieważ za bardzo zbratał się z Likudem. Nie pomogło mu nawet zerwanie koalicji i wyjście z rządu. Żal wśród członków partii pozostał.
       Podczas gdy byłego przewodniczącego określano jako "jastrzębia", o Mitznie mówi się raczej jako o "gołębiu". Wybór Mitzny stanowi przejaw dojścia do głosu silnie lewicowego skrzydła partii, zdecydowanych zwolenników zawarcia pokoju z Arabami. Nowy przewodniczący zastrzega, że w żadnym wypadku nie stworzy koalicji z Szaronem. Zapowiada również natychmiastowe rozpoczęcie rozmów pokojowych. Jest gotowy nawet rozmawiać z przedstawicielami Hamasu.
       Przedwyborcze sondaże zapowiadają, że największe poparcie zdobędzie Likud i wprowadzi do 120-osobowego parlamentu 41 deputowanych. Partia Pracy uzyska o połowę mniej mandatów. Czarnym koniem wyborów może okazać się centrowy Sziniu - potencjalny koalicjant zarówno dla Likudu jak i Labourzystów - który może zdobyć nawet 13 miejsc w Knessecie. Największe szanse na sformowanie rządu będzie miał Szaron. Koalicja z innymi ugrupowaniami prawicowymi (Yisrael b'Aliyah, Jednością Narodową i partiami ortodoksów religijnych) da mu poparcie 64 deputowanych, a więc stabilną większość. Koalicja partii lewicowych (Partia Pracy, Meretz, ugrupowania arabskie) dysponowałaby tylko 50 mandatami.
       Przez najbliższe dwa miesiące wszystko może jednak się zmienić. Każdy atak terrorystyczny będzie przysparzał zwolenników Szaronowi. Z drugiej strony niepowodzenia obecnego rządu na polu gospodarczym działać będą na korzyść Mitzny. Ostateczny okład sił poznamy 28 stycznia.

Piotr Kulma